Rośliny i zdrowy styl życia przyciągnęły tłumy. Bełchatów chce powtórki

Rośliny i zdrowy styl życia przyciągnęły tłumy. Bełchatów chce powtórki

Na placu zrobiło się wyjątkowo zielono, kolorowo i głośno od rozmów. Między stoiskami z sadzonkami, ziołami i regionalnymi produktami przewijały się całe rodziny, a niedziela zamiast zwykłego spaceru zamieniła się w małe miejskie święto. Pierwsze Targi Ogrodnicze i Zdrowego Stylu Życia pokazały, że Bełchatów ma apetyt na takie wydarzenia i że ten apetyt szybko rośnie.

  • Na placu stanęły stoiska, które zmieniły niedzielny rytm miasta
  • Eksperci podpowiadali, jak przenieść zieleń do domu i na balkon
  • Rodzinna strefa i głosy odwiedzających pokazały skalę zainteresowania

Na placu stanęły stoiska, które zmieniły niedzielny rytm miasta

Podczas targów na Placu Narutowicza najwięcej uwagi przyciągały rośliny. Były sadzonki, zioła, kwiaty i krzewy – jedne do mieszkań, inne na balkony, kolejne do ogrodów, które dopiero czekają na wiosenne porządki. Dla wielu osób była to nie tylko okazja do zakupów, ale też do spokojnego obejrzenia tego, co zwykle ogląda się w pośpiechu przy sklepowych półkach albo w internetowych ofertach.

Wydarzenie miało wyraźnie szerszy oddech niż zwykły kiermasz. Obok zieleni pojawiły się też regionalne produkty: warzywa, owoce, miody, naturalne soki, przetwory i kosmetyki. Ten zestaw dobrze wpisał się w obraz miasta, które chce budować swoją tożsamość wokół natury, zdrowia i lokalnych wytwórców.

Patryk Marjan, prezydent Bełchatowa, podkreślił, że zainteresowanie mieszkańców było bardzo duże i że organizatorzy patrzą już dalej niż tylko na jedną edycję.

„Jestem pewien, że Targi na stałe wpiszą się w kalendarz miejskich imprez” – zaznaczył Patryk Marjan.

To ważny sygnał także dla samych mieszkańców. Jeśli wydarzenie zostanie rozwinięte, Bełchatów może zyskać cykliczny punkt wiosennego kalendarza, który łączy zakupy, edukację i rodzinne wyjście w jednym miejscu.

Eksperci podpowiadali, jak przenieść zieleń do domu i na balkon

Na targach nie chodziło wyłącznie o samą sprzedaż. Mocnym punktem były porady specjalistów, którzy mówili o rzeczach bardzo przyziemnych, a przez to przydatnych. Tłumaczyli, jak wykorzystywać zioła nie tylko w kuchni, ale też w domowej apteczce i aranżacji wnętrz. Padały też wskazówki dotyczące ekologicznego prowadzenia ogrodu, a zainteresowanie budziły wykłady o urządzaniu balkonów i o miejscu ogrodnictwa w miejskiej przestrzeni.

Agnieszka Ludwiczak-Maszewska, wiceprezydent Bełchatowa, zwróciła uwagę, że te tematy nie pojawiły się przypadkiem. Według niej mieszkańcy coraz częściej wybierają rozwiązania bliższe naturze, a miasto rozwija przestrzenie sprzyjające aktywności i odpoczynkowi.

„Bełchatów chce być zielonym miastem” – mówiła, wskazując na rosnące zainteresowanie rowerami, terenami zielonymi i ekologicznymi produktami od lokalnych producentów.

Właśnie dlatego targi miały sens większy niż tylko handlowy. Dla mieszkańców były okazją, by podpatrzeć, jak uporządkować balkon, jak dobrać rośliny do światła i miejsca, albo jak w prosty sposób wprowadzić więcej zieleni do codzienności. To wiedza, która nie kończy się na jednym zakupie.

Rodzinna strefa i głosy odwiedzających pokazały skalę zainteresowania

Organizatorzy nie ograniczyli się do stoisk i wykładów. Wydarzenie rozrosło się w stronę rodzinnej zabawy, dzięki czemu dzieci i dorośli mogli spędzić czas razem, bez pośpiechu i bez sztywnego planu. W specjalnie przygotowanej strefie znalazły się:

  • eko warsztaty,
  • teatrzyk z udziałem najmłodszych,
  • konkursy z nagrodami,
  • warsztaty ekologiczne,
  • dmuchańce,
  • występy miejskich stypendystów.

Ta część programu sprawiła, że targi nie miały charakteru wyłącznie zakupowego. Były bardziej jak otwarte, miejskie spotkanie, w którym każdy znalazł coś dla siebie – od dzieci szukających zabawy po dorosłych wracających do domu z sadzonkami i nowymi pomysłami na ogród.

Wrażenie potwierdzały też opinie uczestników. Jedni mówili wprost, że impreza aż prosi się o powtórkę, inni przychodzili po konkretne rośliny, których nie chcieli kupować w ciemno przez internet. Pojawiało się też zwykłe, niewymuszone zadowolenie z dobrze spędzonej niedzieli.

„Mnóstwo ludzi, mnóstwo roślin, mnóstwo dobrej zabawy” – ocenił Witold Pelczar z Centrum Ogrodniczego „Katarzynka”.

„Miasto żyje, można przyjść i fajnie spędzić niedzielę” – powiedziała pani Marzena, która na miejscu kupiła eukaliptus.

„Sama kupiłam różanecznik i zasadzę go przy wejściu do domu. Będzie pięknie” – dodała pani Magdalena.

W organizację wydarzenia włączyli się także partnerzy oraz instytucje, które nadały targom większą rangę. Honorowy patronat objęły Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi . Ich przedstawiciele nie ukrywali, że takie inicjatywy mają sens, bo łączą edukację ekologiczną z realnym zainteresowaniem mieszkańców.

„Po liczbie wystawców, jak i odwiedzających, widać, że takie targi są potrzebne” – podkreślił Andrzej Stępień, dyrektor łódzkiego oddziału ARiMR.

„Informacji oraz wiedzy na temat poszanowania środowiska nigdy za wiele” – dodał Piotr Kopek, prezes WFOŚiGW w Łodzi.

Po takim debiucie trudno się dziwić, że w Bełchatowie pojawiło się jedno wspólne oczekiwanie – żeby ta zielona, rodzinna i pożyteczna formuła wróciła. I najlepiej nie jako jednorazowy epizod, lecz jako stały punkt miejskiego życia.

na podstawie: UM Bełchatów.