Uczniowie z „Mickiewicza” wyprowadzają psy ze schroniska i uczą się zaufania

4 min czytania
Uczniowie z „Mickiewicza” wyprowadzają psy ze schroniska i uczą się zaufania

W bełchatowskim schronisku przy ul. Zdzieszulickiej pojawił się obraz, który od razu łapie za serce – licealiści z „Mickiewicza” wychodzą na spacer z psami, które na co dzień zbyt długo czekają na uwagę człowieka. To nie jest tylko miły gest na chwilę, ale akcja mająca dać zwierzętom ruch, spokój i większą szansę na dom. Dla młodych ludzi to z kolei lekcja empatii, odpowiedzialności i kontaktu ze zwierzęciem, którego nie da się poznać zza krat boksu.

  • Psy ze schroniska potrzebują czegoś więcej niż karmy i dachu nad głową
  • Dla licealistów to nie tylko wolontariat, ale też próba wrażliwości
  • Akcja ma wracać regularnie i dać zwierzętom stały kontakt z ludźmi

Psy ze schroniska potrzebują czegoś więcej niż karmy i dachu nad głową

Pierwsze spacery behawioralne odbyły się we wtorek 24 marca i od razu pokazały, że taka inicjatywa ma sens po obu stronach ogrodzenia. W schronisku podkreślają, że czworonogi potrzebują nie tylko regularnego ruchu, ale też obecności człowieka, spokojnego kontaktu i nowych bodźców. To właśnie wyjście poza schemat codzienności pomaga im lepiej znosić pobyt w przytulisku.

Jak tłumaczy Katarzyna Gągorowska ze schroniska dla bezdomnych zwierząt, wiele psów wymaga stałej uwagi i pracy. Najważniejszy jest jednak sam kontakt z człowiekiem, którego w schroniskowej rzeczywistości nie zawsze da się zapewnić w takiej formie, jakiej potrzebują zwierzaki. Spacer daje im szansę na eksplorację otoczenia, wyciszenie i socjalizację, a w przypadku bardziej wycofanych psów może być jednym z kroków w stronę większego zaufania.

– Wielu naszych podopiecznych wymaga od nas, byśmy poświęcili im dużo czasu. Przede wszystkim jednak potrzebują kontaktu z człowiekiem – zaznacza Katarzyna Gągorowska.

W tym wszystkim jest też cel bardzo konkretny i dobrze zrozumiały dla każdego, kto obserwował kiedyś schroniskowego psa. Zwierzę, które częściej wychodzi na spacer, lepiej znosi zamknięcie, szybciej się uspokaja i ma większą szansę pokazać swój prawdziwy charakter. A to bywa pierwszym krokiem do adopcji.

Dla licealistów to nie tylko wolontariat, ale też próba wrażliwości

Z drugiej strony tej historii stoją uczniowie III Liceum Ogólnokształcącego, którzy zamiast ograniczyć się do deklaracji, weszli między boksy i od razu wzięli na siebie odpowiedzialność za psi spacer. Pod opieką pracowników schroniska uczą się, jak zachowują się zwierzęta, czego potrzebują i jak budować z nimi relację bez pośpiechu i bez siłowania się z ich lękiem.

Dla części z nich to po prostu spełnienie osobistej potrzeby pomagania. Hanna Kościańska nie ukrywa, że do udziału w akcji przyciągnęło ją zamiłowanie do zwierząt. Zwraca też uwagę na bardzo prosty, ale ważny efekt całego przedsięwzięcia – nawet krótki spacer daje psu możliwość wyjścia z boksu i zmiany otoczenia.

– Zdecydowałam się wziąć udział w akcji, bo mam ogromne zamiłowanie do zwierząt, do psiaków. Poza tym chęć pomocy – mówi Hanna Kościańska.

Pierwsza wizyta w schronisku była dla Nikoli Lis doświadczeniem, które zostaje w pamięci na długo. Uczennica przyznaje, że miejsce zrobiło na niej duże wrażenie i chce zachęcać znajomych do dołączenia do podobnych działań. Dla niej to dowód, że ruch i obecność człowieka pomagają psom rozładować napięcie i emocje.

– Nigdy wcześniej nie byłam w schronisku, to moja pierwsza wizyta. Jestem bardzo poruszona – dodaje Nikola Lis z „Mickiewicza”.

Akcja ma wracać regularnie i dać zwierzętom stały kontakt z ludźmi

To nie jednorazowe wyjście, ale projekt rozpisany na dłużej. Uczniowie „Mickiewicza” mają wracać do schroniska regularnie, a każdy kolejny spacer ma znaczyć dla psów coś więcej niż tylko chwilę poza boksem. W takich działaniach najważniejsza bywa konsekwencja – bo dopiero powtarzalny kontakt pozwala zwierzętom oswoić ludzi, a ludziom nauczyć się odpowiedzialności za tych, którzy nie potrafią upomnieć się o uwagę sami.

Pierwszy dzień pokazał, że w Bełchatowie da się połączyć coś bardzo prostego z czymś naprawdę potrzebnym. Z jednej strony są psy, które dostają ruch i bliskość, z drugiej młodzi ludzie, którzy uczą się uważności wobec żywej istoty. I właśnie w tym połączeniu widać największą wartość całej inicjatywy – nie w efektownym geście, ale w zwykłym spacerze, który potrafi zmienić bardzo dużo.

na podstawie: UM Bełchatów.

Autor: krystian